Help!
24.05.2015.
Gimnazjum w Łukowicy
Advertisement
Strona Główna

Menu główne
Strona Główna
Rzeczpospolita
Fotoreportaże
Dawniej i dziś
Gród Wiślan
Sędziwój
Artykuły
Księga Gości
Kolonie
Rekrutacja
Gimnazjum
Aktualności
Patron Szkoły
Historia Gimnazjum
Samorząd Uczniowski
Biblioteka
Współpraca zagraniczna
Fotowydarzenia
Galeria
Sport
Szukaj
Imieniny
24 Maja 2015
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Cieszysława, Estera,
Jan, Joanna, Maria,
Mokij, Wincenty,
Zuzanna, Zula
Do końca roku zostało 222 dni.
Info
Archiwum
Logowanie
Tematy pokrewne
Festiwal Biegowy to jedno z największych wydarzeń sportowych dla rodzin w Polsce. Skierowany jest zarówno do amatorów,  jak i zawodowych biegaczy, a jego ideą jest połączenie aktywności fizycznej z rywalizacją sportową. Od kilku lat nasza Szkoła czynnie uczestniczy w tej imprezie. link 

 
Marian Karol Leja
29.01.2008.
Wspomnienie 
 
Był zimny, lutowy dzień. Kondukt żałobny podążał za trumną Mariana Karola Leji w stronę cmentarza parafialnego w Łukowicy. Szczególna była data: 20.02.2002. Podobny rząd cyferek pojawi się dopiero za tysiąc lat. Pomyślałem wtedy, że pogrzeb artysty nie mógł odbyć się w zwykły, pospolity dzień...
Bo też życie Mariana Karola Leji, choć niełatwe - a może właśnie dzięki temu - do zwykłych nie należało. Wiem, że dla wielu mieszkańców Łukowicy, którzy mijali niepozornego staruszka na ulicy, Leja był po prostu sąsiadem, rolnikiem jak oni, choć pewnie wiedzieli, że coś tam kiedyś "dłubał" w drzewie. Mam wrażenie, że mimo dziesiątków lat działalności takiej instytucji jak "Cepelia" wciąż w naszym społeczeństwie nie jest wyrobione przekonanie o dosłownej wartości ludowych dzieł sztuki. Stąd się bierze, czasami spotykane, lekceważące kwitowanie z przekąsem trudów rzeźbiarzy i malarzy, którzy w stwardniałe od pracy rolniczej dłonie biorą dłuto lub pędzel...

 
1mk_leja.jpg
2mk_leja.jpg
4mk_leja.jpg
5mk_leja.jpg
 
 
Z czego w ogóle wynika potrzeba "dłubania"? Ano jest to odwieczna, prastara zasada tworzenia dla bliźnich, by im ułatwić, umilić, ubarwić potoczne życie. Tyle tylko, że przed tysiącami lat - choćby w grotach Lascaux - twórczość samorodnych talentów szła w parze z o wiele większą akceptacją społeczną i przydatnością ich wytworów. Produkowano piękno z autentycznej potrzeby dawcy i biorcy. Taki przedpiastowski posążek, spinka, grot włóczni czy amulet wynikały z konieczności życiowych gromady. I tu dochodzimy do sedna, bowiem najciekawsze jest to, że dzisiejsze rzeźby wykonywane przez samorodnych artystów po wielu wsiach naszego kraju, a mam na myśli przede wszystkim twórczość spontaniczną, niekoniecznie kontraktowaną cepeliowsko - są chwilami wręcz bliźniaczo podobne do figurek i ornamentowanych cudeniek z gablot archeologa. Jest to ten sam impuls twórczy, identyczne tworzywo, ale także to, co nieco mistycznie zwiemy genius loci...

Zmieniony ( 22.12.2010. )
Czytaj całość…
 
Woda, która nie moczy rąk
26.12.2007.
Projekt "Poprzez historię do przyszłości" (program „Rzeczpospolita internetowa”)
 
Woda, która nie moczy rąk - alchemia Michała Sędziwoja
 
Pod takim tytułem ukazała się już jakiś czas temu książka Zbigniewa Szydło poświęcona postaci alchemika Michała Sędziwoja. Jest to jak najbardziej naukowa praca (300 stron!), napisana w oryginale po angielsku, przez doktora historii i filozofii nauki, nauczyciela chemii w Highgate School w Londynie, urodzonego tamże, w rodzinie polskich emigrantów. Książka doczekała się niedawno przychylnej recenzji w "Gazecie Wyborczej". Czyta się ją bardzo dobrze, może oprócz opisów czysto chemicznych procesów, przez które ciężko przebrnąć humaniście.

1_pracownia_alchemika.jpg
2_pracownia_alchemika.jpg
3_pracownia_alchemika.jpg
4_pracownia_alchemika.jpg
 
Ważne, że wreszcie z mgieł i oparów legendy wyłoniła się postać Michała Sędziwoja z krwi i kości. Można się więc dowiedzieć, że przyszły alchemik urodził się 2 lutego 1566 roku w Łukowicy w rodzinie szlacheckiej - tutaj jakże smaczny szczególik - dosyć nawet jak na owe czasy rozrzutnej. Z ksiąg rachunkowych miejscowego kupca wynika, że robili zakupy prawie zawsze na kredyt, a kupowali towary drogie: materiały na odzież i importowane przyprawy do potraw.
Zmieniony ( 28.12.2007. )
Czytaj całość…
 
Osobliwe przypadki Jerzego Sędzimira z Łukowicy
30.12.2007.

 Specjalne podziękowania dla profesora Jerzego Antoniego Ostoja Sędzimira, potomka panów łukowickich, który teksty te zebrał i udostępnił

Jak pan łukowicki z Beniowskim, statkiem z niewoli Rosyjskiej do Chin  uciekał

 

  (XVIII / XIX w)

O jego istnieniu i dziwnych losach dowiadujemy się głownie z listu, który wysłał z Paryża, około roku tysiąc osiemsetnego (brak dokładnej daty), do generała Wincentego Krasińskiego. Szczęśliwie list ten został wydrukowany(1) (archiwum Krasińskich spłonęło w Warszawie w 1944 r.). – J.S pisze, że uczestnicząc w Konfederacji Barskiej walczył jako oficer pod komendą ojca adresata (również generała). Dalej pisze „ ... w batalii pod Wysowom konia podemną zabito, i dostałem się w niewolę rosyjską. Potem nas prowadzono do Kaługi, z Kaługi do Kazania, z Kazania do Astrachania nad morzem Kaspijskim, tam potem przyszło więcej niewolnika; stamtąd nas prowadzono do Tobolska , gdzieśmy znaleźli cztery tysiące Polaków; z Tobolska nas prowadzono do Irkucka pod granicą Chińską; w Irkucku nas podzielono na kompanie; po stu dwadzieścia żołnierza w kompanii, i tameśmy ciągnęli losy gdzie której kompanii wypadnie maszerować. Los naszej kompanii wypadł maszerować do Kamczatki, gdzie było więcej jak tysiąc mil z Irkucka, do kreposti Czarkaskaja, gdzie nasz los wypadł; tameśmy byli cztery lata w garnizonie”. J.S. wziął udział w, zainicjowanym przez Beniowskiego, opisywanym przez wiele źródeł(2) , buncie i razem z Beniowskim uciekł zdobytym statkiem. Relacje o dalszych losach są niezbyt jasne. Kończąc swój list J.S. przechodzi, niewiadomo dlaczego, na nieco chropowatą francuzczyznę „jai partie pour l’Amerique, ou je restois quatorze ans a St. Domengue, assi bien etablie pres Cap Francais. Mais la Revolution m’en a fait perte tout; arrive en France au milieu de la Revolution avance deja en age; MON intention  unique est, de me retourne dans mon Pays natal.  Ainsi Monseigneur je Vous Supplie d’etre toucher d’une Noble Compassion de me render autent Service que je puisse me render de Paris …” – W cytowanym źródle brak jest informacji o dalszych losach autora listu.

   

Zmieniony ( 17.04.2015. )
Czytaj całość…
 
Jak przodek Sędziwoja z Łukowicy z Jagiełłą wojował
16.12.2007.
Specjalne podziękowania dla profesora Jerzego Antoniego Ostoja Sędzimira, potomka panów łukowickich, który teksty te zebrał i udostępnił
 
jak przodek Sędziwoja z Łukowicy przeciwko Jagielle wojował


Paprocki(1) stwierdza, że Sędziwojowie i Sedzimirowie „idą od Ścibora sławnego wojewody króla Ludwika”. O jego dziejach i czynach wiele pisze Długosz, najwięcej informacji zawiera monografia Morawskiego(2). Jednakże już w połowie XV wieku część rodu Ostojów posługuje się wyłącznie imionami Sędziwój lub Sędzimir przejmującymi stopniowo rolę nazwiska. Między innymi wskazuje na to edykt królewski(3), przychylający się do pokornej prośby Sędziwoja z Łukowicy („humiles petitiones maiestati nostrae pro facte nobilis Sandiuogi de Lukowiczedo przeniesienia dziedzictwa „Lukowicze” z prawa polskiego na magdeburgskie. Zadziwiające jest, że dokument ten wydano w sierpniu 1444 we Waradynie  (in Waradino ... Anno Domini quadringetesimo quadragesimo quarto”) w więc na jakimś postoju w drodze pod Warnę, mniej więcej miesiąc przed bitwą!

 

Image

Ostoja - herb rodu Sędziwoja
Trzeba by się zastanowić czy Łukowica nie powinna powrócić do herbu dawnych właścicieli
(sugestia administratora strony) 


Zmieniony ( 16.12.2007. )
Czytaj całość…
 
Ludwik Kubala
02.11.2007.
Ludwik Kubala - wybitny polski historyk

    

 Wychowany patriotycznie, pełen żaru miłości i oddania dla Ojczyzny, brał udział w pracach organizacyjnych Powstania Styczniowego. Jest autorem niezwykle dawniej poczytnych "Szkiców historycznych", na których m.in. oparł swą "Trylogię" Henryk Sienkiewicz. Sposób pisania Kubali nie tylko przyniósł mu sławę wśród szerokiej publiczności, lecz także wywarł poważny wpływ na wielu historyków, zwłaszcza okresu dwudziestolecia. Potrafił on jak nikt inny kreślić obraz minionych wydarzeń, wzbudzając w czytelniku zainteresowanie przeszłością.
Ludwik Kubala urodził się 9 września 1838 r. w Kamienicy pod Limanową. Tam, jak również w zakupionej przez jego rodziców w 1838 r. Łukowicy Łapczyńskiej, przyszły historyk spędził swoje dzieciństwo i wczesną młodość. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Starym Sączu, a w latach 1849-1855 do gimnazjum w Nowym Sączu. Klasę VIII przerabiał w Gimnazjum św. Anny w Krakowie. W 1857 r. zdał egzamin dojrzałości i zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Już jednak po roku nauki w Krakowie przeniósł się do Wiednia, gdzie rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym (1858-1861).


Zmieniony ( 12.11.2012. )
Czytaj całość…
 
Historia Arian
05.01.2008.

Tajemnica świdnickiej kapliczki

"Równo się król poczyna,
równo z kmieciem rodzi"

Idąc małą brzozową alejką, prowadzącą do murowanej kapliczki w parku dworskim w Świdniku, chcąc nie chcąc ulegamy nastrojowi sielskości i tęsknoty za dawnymi, dobrymi czasami. Mało kto, stojąc przed pięknie żłobionym portalem zabytku ma świadomość dramatycznych zdarzeń, które kiedyś rozegrały się w tym miejscu

kapliczka1.jpg
kapliczka2.jpg
 
Jak głosi miejscowe podanie kapliczka wzniesiona została w tym samym okresie co dwór, czyli w XVIII w. na zbiorowym grobie pomordowanych tutaj arian, czyli braci polskich. Za kapliczką stał niegdyś zbór ariański po którym nie ma już prawie śladu. Wybudowali go w XVI w. Rogowscy. Cała okolica była niegdyś widownią pogromów na tle religijnym. Kroniki podają, że w 1620 r. chłopi z Łącka "ogarnięci gniewem bożym pod dowództwem Kępy i Chlipawczyków z Ochotnicy oraz Błażka Jaszczura  Rusnaka z Kamienicy urządzali napady na dwory arian - Wielogłowskich w Wolicy, pani Gabońskiej w Łukowicy oraz Wierzbiętów i Podowskich w Przyszowej". Pisał o tym Jan Wiktor: "Krew spod wideł chlusnęła na dzieje narodu, której nie mogli zmyć poświęconą wodą przez wieki pogrążone w mrokach." (Pieniny i ziemia sądecka).
Zmieniony ( 26.03.2015. )
Czytaj całość…
 
Wspominienia Franciszka Bodzionego
02.01.2008.

 Tekst i fotografia pochodzą z artykułu Mariusza Tobiasza GW 1998

 

 

Stare dzieje Łukowicy

 

 

Przed wojną żyło się tu dość kiepsko - opowiada Franciszek Bodziony. - Chleba nie było. Biedni musieli iść na zarobek do dworu. A we dworze za dzień zarobiło się na półtora chleba. Nie tak jak dziś. gdy za dniówkę można tyle chleba kupić, że się go nie uniesie. Ja byłem fachowcem, pracowałem, jako stolarz, cieśla, a i tak zarabiałem tyle, co w polu. Na buty pracowało się tydzień. A na lepsze ubranie ze 40 dni. Ludzie stąd wyjeżdżali. Najwięcej za Franciszka Józefa. Bo ja się urodziłem 1909 roku, jak tu była Austria. Pierwsza wojna nie była taka zła, jak druga, w Łukowicy. Czasem przyjeżdżali Moskale i brali zboże. Choć częściej brali siano dla koni. Jak był front koło Limanowej - opowiada dalej pan Franciszek - to aż tu było słychać. Starsi przykładali ucho do ziemi i mówili, że słychać szczęk szabel. Ja pamiętam maszynki. Niektórzy mówią, że jeszcze wtedy nie było karabinów maszynowych, a ja pamiętam ten terkot. Potem ludzie z wojny wracali schorowani. Okopy były w polu, więc zimą się poodmrażali. I polem już cały czas chorowali. O wybuchu drugiej wojny dowiedzieli się we wsi, gdy w nocy usłyszeli samoloty... Bali się, że Niemcy zabiorą chłopów. I uciekali. „Ja z sąsiadem też uciekłem - wspomina pan Bodziony - ale niedaleko.

Zmieniony ( 04.01.2008. )
Czytaj całość…
 
Zabytkowy dwór w Świdniku
31.01.2008.

Żródło GW

Sarmacki duch Twardowskich

 

Świdnicki dwór trwał ponad dwa wieki. Położony na krańcach Limanowszczyzny, jakimś cudem nie podzielił smutnego losu wielu innych podobnych budowli. Na przełomie XIX i XX wieku, w Świdniku były jeszcze trzy nieistniejące już dzisiaj dworki. "Niżni" należący do rodziny Walterów, "Wyżni" rodziny Gostkowskich i "Na Owieczce" - Reklewskich. Znawcy twierdzą, że ten świdnicki, to jedna z najciekawszych dawnych siedzib ziemiańskich południowej części Małopolski. Gdy widmo rozpadu zaglądnęło budynkowi w oczy - przyszedł ratunek. Pięć lat temu, będący w ruinie dwór, kupili od ostatniego właściciela Władysława Śmiałowskiego, Maria i Krzysztof Twardowscy z sąsiedniej Owieczki. Teraz, dzięki zabiegom właścicieli, stara siedziba szlachecka kwitnie. Dwór żyje i rozbrzmiewa śmiechem czwórki dzieci Twardowskich i licznych gości. Wigilia odbyła się w rodzinnym gronie. Rodzice z Sylwestrem, Sylwaną, Sylwią i Krzysztofem zasiedli w staropolskim dworku do staropolskich wigilijnych potraw.
Zmieniony ( 01.02.2008. )
Czytaj całość…
 









Pogoda

Pogoda dla Polski południowej

Sondy
Najwybitnieszą postacią historyczną Łukowicy jest
 
W którym roku powstał kościół pod wezwaniem św. Andrzeja w Łukowicy?
 
W skrócie
Oferta kolonijna
Dyrektor Gimnazjum w Łukowicy zaprasza do składania ofert na wypoczynek kolonijny.  Baza: - duża liczba miejsc noclegowych w salach, - nowoczesna kuchnia, - duża stołówka, - prysznice...
Czytaj Więcej ...
Nagrodzeni w konkursie
 Nagrodzeni w konkursie: Moja przygoda z Festiwalem Biegowym   W konkursie, na który napłynęły 54 prace,  wzięły udział dzieci i młodzież, które uczestniczyły w III Fest...
Czytaj Więcej ...
Uwaga Konkurs
Zapraszamy do uczestnictwa w konkursie literackim „Moja przygoda z Festiwalem Biegowym”   Regulamin KONKURS na Opowiadanie Fundacji Instytut Studiów Wschodnich I. REGULAMIN ...
Czytaj Więcej ...
Wystawa English Teaching
Wystawa po-projektowa English Teaching              ...
Czytaj Więcej ...
Relacje polskich uczniów z pobytu w Dvur Kralove
Niedziela 7.10.2011 Patryk i Kuba O godzinie 10:00 wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy z parkingu koło gimnazjum w trasę liczącą około 500 km. Pierwszy nasz dłuższy postój był przy granicy, g...
Czytaj Więcej ...
Gościmy
Odwiedza nas 1 gość

Top!